Wybierz miasto:

Reklama

http://www.AutoDoc.pl

Audioriver [relacja]

Zgłoś nadużycie
Jak co roku serce Płocka zabiło znacznie szybciej, bo na dwa dni stał się mekką muzyki alternatywnej


Piątek to ewidentnie niemiecka precyzja z pod znaku Modeselektora, który wystąpił aż dwa razy. Raz w ramach projektu ATOL( Marcelem Dettmannem i Shedem). Trio potwierdziło, że Niemcy muszą mieć wszystko na swoim miejscu, a całość tworzy wspólną harmonię. Ich występ naprawdę porwał.




Występ samego Modeselektora to już prawdziwa wisienka na tym muzycznym torcie. Kapitalny kontakt z publicznością, oni tu naprawdę przyjechali dla swoich fanów. Można było się poczuć wyjątkowo, a nawet załapać się na jakiś drobiazg. Jak wizyta dawno nie widzianych przyjaciół. W tym momencie chciałabym pozdrowić ekipę, która była przekonana, ze wystąpi Modestep, ale mimo wszytsko została i z tego co widziałam nie żałowała:)



Głównym headlinerem w tym roku byli Royksopp. Po zeszłorocznym występie Paula Kalkbrennera została bardzo wysoka poprzeczka, z którą artyści ze Skandynawii sobie nie poradzili. Może to wynikało z tego, że może oni się chyba średnio nadają na taki festiwal. Tu ludzie chcą tańczyć i skakać, a nie trzymać się za ręce i delikatnie bujać. Plus dla zespoły za ciekawe próby nawiązania kontaktu z publicznością, szybsze tempo i przebrania. Podobne odczucia miałam na Nikolasie Jaarze występ poprawny, ale jakos zabrakło magii, energii nie wiem.. generalnie nie dosyt.





Bardzo miłym zaskoczeniem było dla mnie uruchomienie sceny Wide Stage. Piątek był wyjątkowo bogaty w bardzo udane Live'y. Znakomita muzyka plus mega wizuale, które odbiły się szerokim echem wśród festiwalowiczów. Mam nadzieję, że ta scena już na stałe wpisze się w krajobraz Audioriver.



Dalej chyba jeden z najbardziej wyczekiwanych artystów Ricardo Villalobos. Chilijczyk jak zwykle nie zawiódł. Stopniowo budował napięcie trochę się drocząc z publicznością, której apetyt rósł w miarę tańczenia:) Uwielbiam to, że pomimo wyjazdu do Europy nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach, czego daje wyraz w każdym ze swoich występów. Namiot pękał w szwach. Naprawdę dla wytrwałych grał do 7:00.





Jak już trochę odespałam piątkową noc. Ruszyłam na miasto na tradycyjne tańce w fontannie w pianie i III Targi Muzyczne Audioriver. Co do targów myślę, że to pomysł, który potrzebuje jeszcze trochę czasu, ale generalnie nieźle się zapowiada. Można było posłuchać muzyki, kupić ciuchy, gażety, vinyle, a co najważniejsze pogadać z ludźmi w klimacie.

 


Jedyne co mnie zastanawia to nagła zmiana podejścia służb porządkowych. Popołudniu muzyka ucichła i wygoniono wszystkich z fonatanny. Gad demtyt! Impreza w fontannie to już tradycja, z która nie ma co walczyć, zwłaszcza przy 30 st upale. Ludzie nagminnie łamali ten zakaz tłumacząc się, ze „nie wiedzieli". Tudzież jak przedstawiciel Arts Hyponotic „przecież on wpadł niechcący". Zabawa w kotka i myszkę lub jak kto woli w Audioriwerowca i Ochroniarza trwała do zmroku.

 


O 20 ruszyłam na teren festiwalu oczywiście pod Circus Tent na live Kuby Sojki. Jak zwykle w pełnym skupieniu przez godzinkę serwował nam naprawdę ciekawą mieszankę i tak jak o 20 była nas garstka to już pod koniec bawiło się z nami spokojnie kilkadziesiąt osób. Znacznie więcej niż tym samym czasie na głównej.

 

Drugi występ, który mnie absolutnie porwał to Danger. Show jakie dał w Płocku to dla mnie występ całego festiwalu i choćby dla niego samego warto przyjechać. Mocne electro, które świdrowało na wylot i wrażenie zbliżającego się zła. W namiocie panował totalny mrok, na ekranach tylko czarno czerwone panoramy i sam on jako czarna postać. Skojarzył mi się ze złym spiderman-em, może ninja z lampkami zamiast oczu. Ogień! O tym występie będę wnukom opowiadać.

 

 

Niestety Kavinsky już się tak nie popisał. Przywitały go w prawdzie tłumy, ale tuż po wykonaniu największych hitów gdzieś zniknęły. Może dlatego, że coś tam z dźwiekiem było nie halo. Jedni mówią że przestery inni użyli znacznie trudniejszych słów, mówcie co chcecie... coś tam było nie tak.

Gdzieś na drugim końcu festiwalu wystartowały, dwie prawdziwe legendy techno Marco Carola i Carl Craig, oba występy w mocno imprezowym klimacie, nie pozwalały stać spokojnie. Energia biła zewsząd.

O 2:30 na Maina weszli Enter Shikari cokolwiek teraz tu nie napiszę, narysuje etc nie odda tego co się działo. Może dlatego, że na tej scenie działo się wszystko. Totalny chaos muzyczny i wizualny. Nic do siebie nie pasowało ani muzycznie, ani wizualnie. ale po trzydziestu godzinach imprezy w miało to dla mnie jakiś urok.
  


Poranek okazał się świętem prawdziwych koneserów dnb. Nymfo, Handra i Last Robots Posłali ostatnich partyzantów w tempie 180 bpm do spania czasem nawet na terenie festiwalu, ale dwa dni imprezy przecież mogą zmęczyć

Audioriver to nie tylko cos dla ucha, ale i dla oka. Było kilka prawdziwych perełek miedzy innymi wspomniany wcześniej wspomniany Danger, Kavinsky. Niestety czasem miła deja vu, bo parę razy leciały wizuale jak mniemam organizatorów, które były do siebie bardzo podobne. Sine kobiety z soczewkami pojawiały się czasem nijak się mając do muzyki, która akurat leci.

Podsumowując, tą subiektywną ralcję, mimo paru niedociągnięć Audioriver to wciąż absolutne must be. Cudowna inicjatywa, która z roku na rok jest coraz lepsza. Ciekawy line-up plus, świetna organizacja Ogromne gratulacje dla ekipy Spółki Akcyjnej. Po pierwsze, że stawiają na jakość. Po drugie, za to, że za rok znów pójdziemy nad rzekę:)

 

 



Klubowa.pl

Użytkowników:
Zdjęć:
Klubów:
Imprez:
Treści:
346K
4M
3932
982K
7180



Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki czytaj więcej. Akceptuję